Czuję, że uczę się latać.
Powoli zaczynam panować nad zachciankami, trzymam się wyznaczonych posiłków, staram się wprowadzić ruch.
Największy kłopot mam z pilnowaniem czasu, przez co zdarza mi się robić zbyt duże przerwy między posiłkami, ale myślę, że i z tym sobie poradzę.
Mam wrażenie, że coś się ruszyło, czuję się lepiej, lepiej sypiam. Na wagę chcę wejść dopiero w piątek, bo właśnie piątki są moimi dniami ważenia. ;)
A'propos latania mam właśnie na wychowaniu młodego jerzyka, który wypadł z gniazda. Z pomocą znajomego, który jest pasjonatem ornitologii próbuję nie zabić malucha, chociaż wcale nie jest to takie proste. Mam nadzieję, że niebawem on także nauczy się latać i będzie szczęśliwy. :)
A Wam przytrafiło się ostatnio coś niecodziennego?
Jakieś wzloty?