Hej:)
Własciwie nie wiem co napisać. Nie chciałabym marudzić, ale tak naprawde to nic innego nie mam do napisania. Waga wciąz na tym samym poziomie. Jestem zmęczona. Wczoraj na rowerku tylko 20 km i niecałe 300 kcl. Nie wysilałam się. Nie chciało mi sie. Juz nie wiem co robić zeby ta waga drgnęła. Nie chcę stosowac drastycznych diet, ale chce schudnąc a to nie łatwe jak sie okazuje. Nigdy nie maiałam takich problemów z wagą. Nie wiem co sie dzieje... może tarczyca? może hormony? a moze jeszcze jakas inna blokada??? Juz sama nie wiem.
Jem dietetycznie, około1000-1200 kcl, jeżdżę na rowerze, do tego zajmuje się sprawami typowo domowymi, pomijając 8 h siedzenia za biurkiem w pracy, to pozostały czas jestem w ruchu az do godziny 22 giej... nosz... nie moge powiedziec że sie nie ruszam. Gdzies tkwi problem, tylko gdzie????
Zaczynając dietę w polosie sierpnia, przy zalożeniach vitalii juz powinnam miec jakies dwa kg do zgubienia, a ja mam ponad 5!!! Waga niestabilna, skacze jak jej się chce. Raz 60 kg, raz 63, raz 61... nie mam pojecia dlaczego.Poniżej 60 ani rusz!
No to sie pożaliłam
LuiKa
27 października 2010, 19:37zastoj Cie spotkal:) Spookojnie trzeba to przetrwac, minie a waga poleci w dol! Na pewno! Buuzka
NowaJa84
27 października 2010, 14:36Z tego co wiem to jest to typowy zastój. Najważniejsze to trwanie dalej w dietce i w ćwiczeniach a za jakiś czas waga na nowo ruszy. 3mam kciuki:*
korbaaa
27 października 2010, 14:24wiem co czujesz..oj wiem...:)
Schatjie
27 października 2010, 14:17cierpliows to altea, za zastoje sie zdazaja rob dalej jak tak robisz i ruszy!