Zatem w sobotę miała cheat day. zważyłam się rano. Niestety nie zobaczyłam 60,6 kg, tylko 61,6. Myślę, że to dlatego, że za mało piłam. W sobotę wieczorem byłam na panieńskim, może wódki i łez wylanych ze śmiechu :) No i pojadłam- wiadomo :)
Ogólnie na diecie się trzymam. Miewam małe potknięcia takie jak np. piwo w tamtym tygodniu. Dzisiaj podżarłam dwie malutkie łyżeczki masła orzechowego. Nie idzie mi źle, tak obiektywnie patrząc. Poza piwem i dzisiejszym masłem orzechowym, to nie jem miedzy posiłkami i nie jem tego czego mi nie wolno w tygodniu. W sumie to jestem na półmetku tej diety... trzeci tydzień. ostateczną wagę podam wam 08.09. Wtedy podam Wam też wymiary. Wkurzę się jeżeli po tych 4 tygodniach nie zobaczę 5 z przodu. To będzie moment kiedy stwierdzę, że diety nie są dla mnie i moim przeznaczeniem jest bycie grubą, ale tym czasem jeszcze się o to nie martwię. Mam dwa tygodnie jeszcze :)
O ile dieta idzie mi ok, to za nic nie mogę zmusić się do ćwiczeń. Ni cholery. Macie jakieś pomysły na motywację do ćwiczeń?
Melycha
24 sierpnia 2015, 21:37Tak - kup najdroższy karnet open na fitness i siłownie :D Hej hej nie poddawaj się, przetrzymaj kryzys i jedziesz dalej z koksem ;)
Blairann
24 sierpnia 2015, 22:11Dam radę. Szczęśliwie to tylko masło orzechowe, Jest kaloryczne, ale za to ma dużo białka :)
NormaJeane
24 sierpnia 2015, 21:20Jeśli zjadłaś więcej to po prostu to nadmiar jedzenia :) nie przejmuj się!
Blairann
24 sierpnia 2015, 22:12wierze, że nie będzie to miało bardzo negatywnych skutków :)