Tytuł wpisu w pamiętniku odchudzania:
43 dzień orbitrek + 2 dzień z Chloe Ting


Witajcie. Czuję się jak jakiś zdechlak. Po wczorajszych ćwiczeniach złapałam wczoraj doła, bo ta godzina dziennie ćwiczeń zaczęła mi niesamowicie ciążyć. Jak to, mam ćwiczyć 2 razy dłużej niż zwykle? Plus dopadły mnie ataki tężyczki w postaci szarpania mięśni i duszności. Parę dni temu odstawiłam magnez z zalecenia lekarza (brałam nieprzerwanie od 2 lat) i się zastanawiam, czy dobrze zrobiłam...

Rano po obudzeniu się byłam tak niewyspana, że marzyłam o dodatkowej godzinie snu. No ale praca, wiadomo. Jakoś się ogarnęłam (kawa). 

Co z zakwasami po wczorajszym treningu? Ku mojemu zdziwieniu w ćwiczonych partiach nic mnie nie boli, natomiast boli mnie lędźwie i szyja. Ogólnie uczucie połamania plus płonące ciało ze stanu zapalnego. Ruch to zdrowie, he he he.

Na śniadanie zjadłam 2 jajka i pół paczki warzyw na patelnię z keczupem, z czego połowę warzyw potem wywaliłam bo trafiłam na jakieś włókna fasoli szparagowej i zrobiło mi się niedobrze... 2 śniadanie małe jabłko. Obiad: kasza gryczana z chudym twarogiem i papryka z cebulą podsmażane na łyżce oliwy. I 1 serek zakopiański. Deser - mus proteinowy cappuccino. 

Nie będę Wam ściemniać, że jest łatwo. Do treningu musiałam się nastawić psychicznie i zmusić i odkładałam go aż w końcu stwierdziłam że już czas. Nie było tak strasznie, chociaż czuję, że będę mieć zakwasy na brzuchu. Moje ramiona są słabe, machając tymi ciężarkami 1 kg czułam, jakbym miała w rękach niewiadomo jakie ciężary. 

Po treningu spojrzałam w lustro i żem zapłakała nad swoim odbiciem. Szczerze? Nie widzę żadnej różnicy między tym jak ważyłam 80 kg a teraz 74 kg. Zatłuszczone i pocellulitowane ciało. Odkryłam, że mam cellulit na ramionach, nad paszkami. Wolałam tego nie wiedzieć. 

Postaram się wytrzymać z tymi ćwiczeniami z 6 tygodni, tak w ramach eksperymentu, czy coś mi to da. Jak nie będę zadowolona to rzucam w cholerę i wracam na kanapę.

A w ogóle to od wczoraj załącza mi się momentami wilczy głód. Albo to od tych ćwiczeń, albo za mało jem. Ale wcale nie spalam podczas treningów dużo kcal. Dziś na siłowym ok. 100, a na orbitreku wycisnęłam tylko 170. 

Myślałam, że nie wytrzymam i na kolację zrobię sobie wielką ucztę. Zrobiłam najpierw michę sałatki śródziemnomorskiej (sałata rzymska, cebula czerwona, oliwki czarne, mozarella light, mnóstwo pomidorków koktajlowych z biedry z promocji są pyszne słodziutkie, olej z dyni) i wiecie co? Zapchałam się tym. Dla pewności, że nie jem za mało, zjadłam jeszcze banana z łyżeczką masła orzechowego a na koniec wmusiłam w siebie miseczkę chrupek orzechowych. Równie dobrze mogłabym tego nie jeść, ale nie chce się głodzić. Nie mam pojęcia czy jestem w deficycie. Okaże się przy następnym ważeniu.

Niepokoją mnie te drżenia tężyczkowe... nawet serca. Nasiliły się. Ale najgorsze są duszności. Ech.

  • telimena36

    telimena36

    11 marca 2025, 23:17

    Wiadomo, są lepsze i gorsze dni , nie poddawaj się dasz radę . Co do lustra, zakryj wszystkie w których widać całą sylwetkę,zostaw tylko te w których widać twarz.😁😉Przesyłam moc i siłę. I dużo zdrówka życzę.

    • Tetania

      Tetania

      12 marca 2025, 20:11

      Dzięki, również pozdrawiam 😀