Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

Chyba pora coś zmienić bo cukrzyca puka do drzwi...

Informacje o pamiętniku:

Odwiedzin: 2373
Komentarzy: 47
Założony: 13 stycznia 2025
Ostatni wpis: 2 kwietnia 2025

Pamiętnik odchudzania użytkownika:
Tetania

kobieta, 34 lat, Tak

172 cm, 74.30 kg więcej o mnie

Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy w pamiętniku

2 kwietnia 2025 , Skomentuj

Hej. Jutro mam dostać okres. Kiepsko się czuję to mało powiedziane. Zastanawiam się, co zjeść na kolację: Nospę czy Espumisan. Czuję się jakbym ważyła ze 100 kg więcej a w obwodach miała z 200 cm. Dzisiaj załamałam się przy zakładaniu stanika bo był za ciasny. Cholera, miały się zmniejszać, a nie rosnąć!!!!! Mój brzuchol jest tak nabrzmiały że zaraz się rozpęknie...

Po obiedzie leżałam pod kocem dwie godziny. Bez telewizji internetu bez niczego. Potem wstałam. Poćwiczyłam, chociaż był to śmiech przez łzy a nie trening. Nie wiem, czemu jeszcze się nie poddałam. 

Wczoraj na pocieszenie zamówiłam sobie tą książkę Jakuba Mauricza i Sylwii Bomby o insulinooporności. Miałam sobie zamówić w nagrodę jak schudnę do 70 kg (jakbym chudła zgodnie z planem powinnam już tyle ważyć) ale teraz czuję że może to nie nastąpić nigdy. Może znajdę tam jakąś motywację albo odkryję, gdzie popełniam błąd. I dobrze, że nie kupiłam tej książki w czasie premiery bo kosztowała chyba 6 dych a teraz jest po 35 zł!!! Musiałam dobrać coś na allegro do darmowej dostawy i wzięłam najtańszą książkę o odchudzaniu za 10 zł. Jutro powinny przyjść.

Źle mi się pisze, bo zrobił mi się cholerny zastrzał i boli mnie palec serdeczny. Jutro będzie wielki, pulsujący i będę musiała go maczać we wrzątku. A miałam z tym gównem już długo spokój. Teraz znowu mi się robi. Czasem przed okresem miałam nawet 6 palców z zastrzałami. Oprócz wrzątku próbowałam już ziemniaka, olejku z oregano, cebuli i wszystkiego co mam w kuchni i apteczce. Zawsze trzyma mnie i tak 2 dni. Ból promieniuje na całą rękę, na łokieć i ramię. Chce mi się płakać... Ja pier... Ten okres to choroba u mnie jest. Nienawidzę go. 

31 marca 2025 , Skomentuj

Witajcie. Dziś krótko, bo jestem już zmęczona. Poćwiczyłam dziś. Zdziwiło mnie, że jestem tak bardzo słaba. Nie wiem czy to że zbliża się okres, czy to, że okroiłam kalorie. Mam kryzys wewnętrzny i zniechęcenie. Sprawdziłam dziś, od początku marca ważę tyle samo. Waga stanęła mimo że ćwiczę i jem zdrowo. Odechciewa się wszystkiego. Może jutro napiszę coś więcej. 

29 marca 2025 , Komentarze (2)

Witajcie. No zważyłam się i szału nie było, bo zeszło 0,4 kg. Ciągle ważę 74 kg. Mam już dość tej wagi, mam nadzieję, że za tydzień mój los się odmieni i że to ostatni raz widzę taką wagę u siebie. Pewnie dobre i to, bo jestem przed okresem, ale chciałoby się mieć większy progres. Mogę nawet mniej jeść, jeśli to o to chodzi...

28 marca 2025 , Skomentuj

Witajcie. Dopadła mnie obolałość i moczopędność przedokresowa. Od paru dni budzę się w nocy sikać od 4-8 razy. Przez to wczoraj poszłam na 3-godzinną drzemkę, bo bardzo tego potrzebowałam. Jeszcze wczoraj siekły mnie plecy. Mata pomogła tylko na tyle, że na chwilę znieczuliła ból i mogłam dzięki temu zasnąć bez tabletek. A dzisiaj ból pleców i szyi jest trochę mniejszy, ale doszły do tego bóle stawów, nóg i żył. Ja pierniczę... Nigdy tak nie miałam, a teraz co jakiś czas jakby piecze mnie w żyłach i bardziej w lewej nodze pod kolanem. Zeschizowałam się tak, że zmierzyłam sobie przed chwilą obwody nóg w łydce i nad kolanem... na szczęście są takie same, więc to chyba nie zakrzepica. Ja pitolę.

Zmusiłam się do treningu, żeby rozruszać to obole ciało. Nie pomogło, ale przynajmniej spaliłam trochę kalorii. Podczas treningu zaczęła mi drętwieć prawa stopa (cholerna tężyczka?) więc wypiłam sobie elektrolity. Tak zalecała pani dr gastroenterolog Marta Dobras z kanału Poradnik Gastrologiczny. Jej filmy są dla mnie światełkiem w tunelu i ostatnią deską ratunku, bo od lekarzy w realu nie uzyskałam pomocy w tym temacie niestety. Polecam kanał, są też filmy o innej tematyce, na pewno każdy znajdzie coś dla siebie (SIBO, refluks, celiakia i wiele innych). To właśnie dzięki tej pani dr nie jem pszenicy od jakichś 2 tygodni.

Wracając do elektrolitów to muszę kupić sobie jakieś lepsze, bo te co mam są obrzydliwie słodkie. Jako były słodyczoholik nie mam już takiej tolerancji na słodki smak i po tych elektrolitach było mi niedobrze.

Jeszcze tylko 6 dni przedokresowych, potem 2 dni okresu cięższe i 2 dni okresu lżejsze. I potem znowu będzie dobrze. Ech.

26 marca 2025 , Skomentuj

WItajcie. 50% treningów na orbitreku za mną. Na początku odchudzania jak jeszcze nie miałam pomysłu jak to zrobić, postanowiłam, że zaliczę 100 treningów na orbitreku. Ciekawe ile będę ważyć po 100 treningach...

Wczoraj miałam gorszy dzień, dobrze że przypadł na dzień regeneracji. Dziękowałam sobie, że kupiłam tą lampę na podczerwień, bo byłam tak obolała, że inaczej na pewno wjechałby jakiś Ibuprom. A tak nagrzałam sobie bolący lewy bark i obyło się bez leków. Przed okresem zawsze jestem obolała, bolą mnie mięśnie, kości, wszystko po prostu. Jakiś uogólniony stan zapalny. 

Odkryłam też, że muszę jeść mięso. Bo jak nie jem mięsa, to następnego dnia mam beznadziejny nastrój. Nie wiem z czego to wynika, ale sprawdziłam kilka razy. Widocznie w mięsie jest coś, czego moje ciało potrzebuje. 

Zrobiłam dzisiaj najmocniejszy trening siłowy niż dotychczas. Skumulowałam dwa treningi: na pośladki i na ramiona/plecy. Robiłam więcej powtórzeń i tak spinałam tyłek, że aż mi się prawy poślad spiął w bolesny skurcz i nie mógł rozluźnić. Gdzieś usłyszałam, że przy tężyczce mięśnie w zasadzie cały czas są w skurczu i spięte, nie wiem czy miało to związek z zaistniałą sytuacją.

Opycham się białkiem i nie czuję żadnego głodu, co wzbudza we mnie niepokój, że nie schudnę...

Drga mi jakiś mięsień pod pachą. No tego jeszcze nie było. Mam nadzieję, że jutro nie będę bardzo połamana po treningu...

24 marca 2025 , Komentarze (2)

Witajcie! Dzisiejszy trening zaliczony, pół godziny orbitreka i pół godzinny trening siłowy na pośladki. Postanowiłam zrobić sobie dzisiaj fizjoterapię: najpierw powygrzewam się podczerwienią, potem poleżę na macie z kolcami.

Trening pomógł mi dzisiaj bo miałam słaby nastrój rano. Poćwiczyłam i poczułam się lepiej. 

W ogóle jeszcze raz przeanalizowałam moje wyniki wagowe z ostatniego tygodnia i zobaczyłam coś, czego nie zauważyłam wcześniej: mimo że przybrałam prawie kg więcej, mam mniejszy procent tkanki tłuszczowej niż jak ważyłam te 73,9! Co prawda różnica jest tylko o 0,1% ale to już coś. Może nie powinnam tak patrzeć na wagę, skoro skład ciała się poprawia? 

Jasne, że chciałabym ważyć mniej, ale wiadomo, że chciałabym chudnąć tylko z tłuszczu, a nie mięśni. Nie sztuką jest w dwa tygodnie spalić 8 kg na głodówce, w końcu nie raz tego dokonałam. Ale potem waga szybko wraca, a człowiek robi się coraz bardziej zatłuszczony, nawet jeśli ma BMI w normie... I sylwetka skinny fat - chudy z brzuszkiem.

Może zamiast redukcji powinnam robić rekompozycję?

23 marca 2025 , Komentarze (2)

Siemano! Zacznę od razu z grubej rury: wchodzę rano nago na wagę w przedpokoju, a tam wyświetla się 74,9 kg! Nie wierzę własnym oczom, przesuwam nieco wagę, wynik taki sam, po czym biegnę w desperacji z wagą do łazienki, stawiam ją na kaflach i tam - 74,75 kg. Ufff. Taka wagę nieco łatwiej jest zaakceptować.

Od razu w mojej głowie rozpoczął się rachunek sumienia i analiza, co zrobiłam nie tak. Nie ma co się oszukiwać, że moja dieta jest idealna i przybieram z powietrza lub energii słońca, jak bretarianin. Na pewno są rzeczy, które mogę poprawić, żeby dalej chudnąć. Dokonałam szybkiej analizy:

1. W tym tygodniu jadłam dużo czerwonego mięsa. Wieprzowinka i wołowinka są raczej tłuste, a ja wsuwałam je aż mi się uszy trzęsły. Nie pogardziłam nawet mielonym usmażonym przez męża. Myślę, że czerwone mięsko jadłam nawet 4 dni na obiad.

2. Moje wspaniałe, zachwalane przez męża spaghetti bolognese, skąpane w sosie tłuszczowym. Po którym zwijałam się z bólu żołądka. Nie ma tu nawet co komentować.

3. Odkryłam batonixy proteinowe go on i nie omieszkałam spożywać ich codziennie. Każdy ma 200 kalorii, a wczoraj zjadłam takie 2, usprawiedliwiając się, że mogę, bo spacer.

4. Zamartwianie się stanem zdrowia. Cały tydzień siedziałam na grupie tężyczka z innymi hipochondrykami i biadoliłam, jaka to ja chora jestem. A chory musi się odżywiać. Przez to pozwalałam sobie jeść więcej niż zawsze.

5. Najgłupszy z błędów: wczoraj po intensywnym spacerze, gdy nie chciało mi się jeść, nałożyłam sobie wielką porcję żarcia na obiad (fryty i pierś z kurczaka z piekarnika, brokuły z sosem majonezowo-serowym) i postawiłam jeszcze przy sobie deserek pistacjowy High Protein. Gdy po połowie porcji poczułam się okropnie syta, zamiast przestać jeść, dalej wciskałam to w siebie, bo przecież trzeba odkurzyć talerz do końca. Tak mnie wychowano. Potem, mimo że nafutrowana żarciem nie mogłam już oddychać, musiałam zjeść jeszcze ten deserek proteinowy, no bo jak? Nie schowam go już do lodówki, skoro stał poza nią te 15 minut. Swój błąd powtórzyłam jeszcze raz na kolację. Nie jestem głodna? Nieważne, jest pora posiłku, oto Twoje żarcie, choćbyś miała się zrzygać. (To mój sekret odzyskania wszystkich utraconych w zeszłym roku 10 kg).

Inne możliwe powody przytycia (ach, chciałabym żeby to było to):

1. Grubsza faza cyklu. Jestem tylko kilka dni po owulacji, a wtedy waży się najwięcej.

2. Retencja wody. Moja regeneracja to fikcja, wczoraj zamiast odpoczywać po piątkowym treningu poszłam na spacer do górzystego lasu z mężem i spaliłam 600 kalorii. Wyżłopałam masę wody i się zmęczyłam. Mogło mnie zalać wodą, co?

3. Retencja kupy. Moje jelita są jak z żelaza i nie działa na nie nawet kawa kuloodporna (kawa z olejem kokosowym). Złośliwie zapierają się akurat przed ważeniem i nie chcą nic oddać! Wczoraj z desperacji wypiłam na kolację dzban słodkiego kakao, licząc, że wzruszy te masy. No i pomogło tylko częściowo.

Na pocieszenie: Waga pokazała wzrost masy mięśniowej z 43,85 kg na 44,43 kg, co daje nam ponad 0,5 kg w tydzień! Mąż miał rację, jestem koksem. Powinnam rzucić redukcję i wejść na masę, bo to jedynie mi dobrze idzie jak na razie.

Na niepocieszenie: codziennie jadłam tak dużo białka, a waga nie pokazała poprawy nawet o 0,1 %. Dalej mam 14,3% i niewystarczający poziom. No tak, jak insulina radośnie przetwarza mi to białko na mięśnie i tłuszczyk, i ciągle chce więcej, to co się dziwić.

Mój pociąg odchudzania trochę się rozjechał. Pora wrócić na właściwe tory. Mam następujące pomysły:

1. Deserki proteinowe tylko w dni treningowe. Ostatnio rozpieszczam się deserkiem po każdym obiadku, co daje dodatkowe 150 kalorii każdego dnia. Niby mało no i mają białko, ale nie ukrywajmy, pewnie nie są zdrowe, bo mają słodziki.

2. Okroić 2 śniadania. W tym tygodniu podniosłam kaloryczność drugiego śniadania, dodając białko serwatkowe i batonik. Zostanę przy batoniku, ale białko będę pić wieczorem i tylko w dni treningowe.

3. Przestanę jeść bez sensu. Będę słuchać swojego ciała i przy oznakach, że już starczy, nie będę udawać, że nie rozumiem, co do mnie mówi.

4. Więcej warzyw! Ten tydzień będzie bardziej wegetariański i bez czerwonego mięsa.

Jeśli ta korekta nie zadziała, to wracam do liczenia kalorii, czego nie cierpię. Więc pewnie się postaram.

A co tak poza tym? Mąż mój udał się na rowerową przejażdżkę 120 km. No nie mam sumienia zmuszać go, jak wróci, do spaceru. Więc żeby nie zalegać na kanapie cały dzień, zrobiłam sobie nadmiarowy trening na orbitreku. Włączyłam do tego półtoragodzinny film "Jak szybko chudnąć dr Damian Parol" i dreptałam tak przez cały film na najlżejszym poziomie, żeby się nie zajechać. Nie dowiedziałam się nic odkrywczego - chcesz schudnąć, to musisz mieć deficyt. No ale tym sposobem spaliłam ponad 500 kalorii i przy okazji nabiłam 7000 kroków (zostało do zrobienia tylko 3000 hihi). Opaska nakazuje 12 godzin regeneracji, więc teraz mogę sobie siedzieć na kanapie z czystym sumieniem.

21 marca 2025 , Skomentuj

Hej! Dzisiaj dzień treningowy, więc spaliłam trochę kalorii. Orbitrek + trening siłowy na pośladki, momentami było ciężko. Tężyczka cholerna daje mi popalić, odkąd odstawiłam magnez i robię treningi siłowe.

Staram się jak na razie na maxa odżywiać, 4 posiłki i w każdym białko. Ale dziś, jak w każdy piątek, musiałam coś odwalić. Tym razem zrobiłam bardzo tłuste spaghetti bolognese. Nawaliłam na patelnię oliwy z oliwek dużą łyżką, a potem na to wrzuciłam wołowinę i uświadomiłam sobie dopiero po czasie, jak w tym mięsie jest dużo tłuszczu. Więcej tego tłuszczu pływało jak sosu pomidorowego. Mężowi bardzo smakowało, zjadł 3/4 dania a ja... mi się po tym jedzeniu po prostu chciało wymiotować. 2 godziny później siedziałam, trzymając się za żołądek, i pijąc rumianek, zastanawiałam się, czy będzie jak z krewetkami (ale wtedy schudłam ponad 2 kg w tydzień!) Jeszcze mi na stopie coś wylazło, jakaś czerwona plamka o średnicy pół centymetra, ja pierniczę. Nigdy żadnych alergii skórnych nie miałam a tu widzę że mój organizm wciąż mnie czymś zaskakuje. Więc albo mam tą nietolerancję histaminy albo pszenicy, bo jadłam dziś makaron po raz pierwszy od hm... tygodnia? Już nie pamiętam ile dni nie jadłam pszenicy. Może faktycznie minął tydzień? I jakoś mi nie brakowało chleba, nawet nie myślałam o niczym takim.

Na szczęście po jakiejś godzinie przestało mi być niedobrze. Pojechaliśmy z mężem na zakupy i zaopatrzyłam się w liczne batony proteinowe go on i deserki high protein pistachio mousse oraz parę innych smaków.

Wieczorem na kolację stwierdziłam, że muszę się odstresować i zamiast orzeszków pistacjowych wjechały cheetosy. 2 miseczki keczupowych. Ale to nie wszystko. Znalazłam zaginioną paczkę naczosów serowych. No i zjadłam 2 miseczki do sałatki z mozarelli, papryki, cebuli i sałaty rzymskiej.

Tak więc nie wiem czy ja w ogóle jestem jeszcze na diecie, chyba zeszła na drugi plan bo próbuję okiełznać swoje zdrowie (jedząc cheetosy...) Muszę jeść więcej warzyw bo w tym tygodniu o nich zapominałam. Czy jestem w deficycie? Sądząc po tym, że jem 4 solidne posiłki w ciągu dnia, ciężko stwierdzić. Okaże się przy ważeniu. Co prawda, dzisiaj spaliłam sporo aktywnych i będę mieć pewnie 2400 kalorii łącznie spalonych, ale czy to starczy? Zobaczymy w niedzielę...

20 marca 2025 , Skomentuj

Witajcie. Nadszedł 14 dzień cyklu i nastrój siadł jak z bicza trzasnął. Rozpoczął się czas przedmiesiączkowy ze wszystkimi urokami. Teraz to już tylko byle przetrwać te 2 tygodnie, potem okres i znowu parę dni trochę lepszego humoru. I tak to się toczy...

Wczoraj wypróbowałam lampę na poczerwień na moje obolałe plecy. Przyjemnie grzeje, nie powiem. Coś tam dała, ale dziś bóle powróciły. Mata z igłami jest chyba lepsza. Położę się na niej przed snem.

Dziś wysmażałam sobie cellulit i teraz trochę poślady mnie pieką. Jeszcze nie umiem dobrać odpowiedniej odległości od tej lampy. 

Chyba odkryłam przyczynę mojej tężyczki. Albo jedną z nich. Nietolerancja histaminy. Od paru lat już obserwuję, że mam katar po jedzeniu a czasem duszności i ataki kaszlu. Najgorzej jest po pizzy, malinach, rybach, czasem do tego swędzi mnie skóra. Jak na złość moja dieta zawiera dużo rzeczy z histaminą, bo w tych rzeczach jest magnez i potas. Ostatnio codziennie jem pomidory, banany, 3 kostki czekolady 64% a to ma histaminę. Muszę więcej poczytać i dowiedzieć się, co mogę jeść, a co ograniczyć.

 Jak mnie wkurza, że zawsze w tego typu artykułach "Dieta antyhistaminowa" jest wymieniona długa lista czego nie wolno jeść, ale informacji, co można to już nie podadzą albo wymienią kilka rzeczy. Jak na razie znalazłam tylko, że mogę jeść ziemniaki, wiśnie, cebulę, kaszę gryczaną i nabiał, kurczaka, paprykę.

Zaczęłam pić olej z czarnuszki, który kupiłam już jakiś czas temu na insulinooporność. Okazuje się, że działa przeciwhistaminowo. Wzięłam łyżeczkę do 2 śniadania i do kolacji. I zauważyłam, że tętno mi po nim już tak nie spada. 

Podebrałam mężowi batona na rower i zjadłam na drugie śniadanie... Jakie to było dobre. Mąż kupuje takie proteinowe marki Go On. Chyba też sobie kupię. Skład może nie powala, bo jest cukier i olej palmowy, ale to tylko 200 kcal w jednym batonie no i ma dużo białka.

19 marca 2025 , Skomentuj

Witajcie. Dzisiaj dzień treningowy, czyli 30 min orbitrek+ siłowy na ręce i brzuch. Teraz boli mnie szyja, plecy i bark.

Humor mam kiepski, bo obejrzałam film na yt o tężyczce i dowiedziałam się rzeczy których wolałabym nie wiedzieć, np. że nieleczona zwiększa ryzyko białaczki itp. A mi się łatwo robią siniaki, ostatnio mam wysyp. 😭

Jeszcze mi się coś dziwnego przytrafiło, przed obiadem gdy nie jadłam od jakichś 3 godzin patrzę na opaskę a tam tętno... 47. Masakra czułam niepokój, ale jak zjadłam to przeszło. Najgorsza jest ta przerwa między drugim śniadaniem a obiadem, chyba muszę więcej jeść na drugie śniadanie, a nie małe jabłko i łyżka pestek z dyni. Dzisiaj pierwszy raz wypiłam do tego odżywkę białkową - taką bezsmakową, ze szklanką mleka. No ale to tętno mnie przestraszyło. Co się z tym ciałem dzieje!!!

Staram się jeść więcej białka bo dziwne ale waga mi pokazuje ciągle że mam za mało (14,3% a powinno być 16%). Mój mąż i wszyscy, co się ważyli, mieli białko w normie. Tylko ja nigdy nie mam, max 15% miałam jak zeszłam poniżej 70 kg. Dziwne.

Mąż śmieje się, że jestem koksem - najpierw kupiłam kreatynę, teraz białko. 😈

Jem też więcej mięsa. Dzisiaj na obiad miałam gołąbki z przepisu Tomasza Strzelczyka z trzech rodzajów mielonego: wołowiny, wieprzowiny i indyka. Na jutro jeszcze zostały.

Ostatnio lepiej śpię, bo zasypiam już przed północą i wychodzi trochę ponad 8 godzin snu. Ale za to nie robię drzemek w dzień.

A, kupiłam lampę na podczerwień bo obejrzałam film pani gastrolog z youtuba i uznałam, że dobrze byłoby coś takiego mieć. Męża często boli kolano, a mnie ostatnio tak bolał łokieć i promieniował na ramię i plecy. Lepsze to niż tabletki. Dobra, przyznam się po co ją tak naprawdę kupiłam. Gdzieś przeczytałam, że działa na cellulit i zamierzam grzać se dupsko podczerwienią i udźce! 🤡

Idę grzać plecy, zobaczę czy coś pomoże.