Piątek, piąteczek.... tak się cieszyłam, że nadchodzi i co ? I nic... ból gardła dziś daje się mocno we znaki. Rano jeszcze było powiedzmy, ok... ale popołudniu do kitu :( Boli coraz bardziej :( Dlatego treningu nie będzie, ale może dobiję do 15 tyś kroków. Kalorie za to policzone, chociaż i one wisiały na włosku.
I posiłek: bułka z twarogiem wędzonym, rzodkiewka
II posiłek: skyr pitny ( już coś czułam gardło)
III posiłek: wizyta z młodą w kfc walentynkowo ;) longer i pół Qurito oraz dwie kawki
To byłoby na tyle. Oby tylko jutro było lepiej. Nie wiem czy się nie zaraziłam od M :) ajjj te choroby, niech już wiosna się zjawi. Ale nic... nie poddam się. Na wieczór wpadnie jeszcze ewentualnie mleko z miodem i masłem, więc lekko dobiję kalorie.
Miłego weekendu Tobie życzę. Pamiętaj, aby się nie poddawać. Dasz radę. Wierzę w Ciebie. Powodzenia. Pozdrawiam :)
Czwartek czy spokojny ? Można tak powiedzieć. Dziś z młodą wybrałyśmy się na galerię, kupiła sobie kilka rzeczy. Przy okazji zajrzałyśmy do mcdonalda ;) i do domku. Jakoś nie czuję się super od rana. Głowa mnie boli, ale może dlatego, że wcześnie wstałam. Może to pogoda ( sypał z rana śnieg). Dlatego też nie ma dziś treningu. Kalorie policzone
I posiłek: bułka z pasztetem domowej roboty ( jeszcze troszkę zostało :)
II posiłek: cheesburger
III posiłek: owsianka z jabłkiem, cynamonem, kiwi
IV posiłek: czekolada dubajska ( tym razem córka robiła) ser, krakersy i kawa
Oj muszę przyznać, że polubiłam ostatnio owsianki. Zobaczymy jak długo :)
Działam dalej, nie poddaje się. Pamiętaj, aby się nie poddawać. Trzymam za Ciebie kciuki. Powodzenia. Miłego wieczoru. Pozdrawiam :)
Nie było mnie kilka dni, ale to nie oznacza, że się poddałam. Cały czas działam. Co prawda w poniedziałek treningu nie było, bo kiepsko się czułam ( ale za to były kroki 15365), we wtorek bez treningu, ale również były kroki 15749, a dziś już wpadł trening
30 minut z ciężarkami, taki lekki trening, ale sprawił mi dużo radości :) kalorie cały czas liczone
I posiłek: chleb z kiełbasą kindziuk ( na szybko)
II posiłek: owsianka z jabłkiem, cynamonem ( raj w gębie)
III posiłek: bułka, sokoliki, ser, sałatka z ogórka i cebulki z majonezem ( z obiadu młodej)
IV posiłek: maxi king, nektarynka, paluchy serowe i kawa
W poniedziałek i wtorek również kalorie były liczone, ale nie będę już wstawiała foodbooków.
Powiem tylko tyle, że wczoraj też była owsianka ;) z jabłkiem, to jest istny sztos :) Polecam. Znając mnie.... będę jadła tak długo, aż mi się znudzi :D
A czemu mnie nie było? Otóż jak wróciłam w poniedziałek do domu, to mnie ścięło. Nie miałam siły, ochoty na nic. Nawet nie poszłam na zebranie rady rodziców. Wczoraj wróciłam również przed 17, a że wrócił i M.... chory... to same rozumiecie :) Nie, nie on nie umiera mając gorączkę ( na szczęście) Ale a to pranie, a to obiad, a to coś i tak była 19, a ja w łóżku ... bo dalej nie czułam się super, więc wolałam się wygrzać, niż pocić na treningu. Za to dziś mimo, że M leżał i się kurował, to ja wskoczyłam w ubrania treningowe i siup... machnęłam trochę ciężarkami :) Jeszcze M się śmiał, że nie mogłam mu zrobić herbaty, bo przygotowuję się do maratonu hihih ( tak wyglądałam pod czas ćwiczeń :) Uśmialiśmy się oboje. Dziś niestety pojechał. Oby nie rozłożył się na całego. Dostał co prawda leki, ale wiecie... albo i nie, że leczenie w kabinie, to nie to samo, co we własnym łóżku.
Także działamy. Trzymam za Ciebie kciuki, nie poddawaj się. Pamiętaj, że każdy może mieć gorszy dzień, to nic złego. Powodzenia. Miłego wieczoru. Pozdrawiam
Niedziela? Kiedy zleciał weekend? Nie mam pojęcia, ale jedno wiem... zdecydowanie za szybko. Wczoraj było wieczorem kiepsko... dodałam wpis i siup do łóżka. Padłam jak mucha, ale dziś już lepiej. Do tego stopnia, że wpadł trening
Dziś wpadły ciężarki, wymachy, skłony. To był fajny trening. Na spokojnie, bez szaleństw poćwiczyłam. Tego potrzebowałam. Kalorie policzone
Zwiększyłam kaloryczność, póki co na tydzień i zobaczymy jak będzie. Chciałabym robić owsianki na śniadanie lub drugie śniadanie ( a one bywają kaloryczne i później niewiele mi zostawało do końca dnia) Po tygodniu zdecyduję, czy zostawiam czy jednak wracam do 1800.
I posiłek: bułka z pasztetem i ogórkiem kiszonym ( pasztet domowej roboty)
II posiłek: chipsy, kanapka kinder ( jakaś nowość - całkiem dobre)
III posiłek: a'la carbonara ;)
IV posiłek: monte, paluchy serowe, nektarynka i kawka
Tak kusiłyście pasztetem hihih, aż poprosiłam mamę, aby zrobiła. Ajjj uwielbiam pasztet w jej wykonaniu ( jutro na śniadanie też wpadnie ) Tak jak pisałam, dziś czuję się lepiej. Chociaż chwilami miałam spadek formy. Wybiła godzina 17, a ja poszłam się kąpać ( a w zasadzie napuściłam wody, dodałam soli, nałożyłam maseczkę na twarz, wzięłam książkę do ręki i tak leżałam 30 minut) Tego też potrzebowałam ( czasu tylko dla siebie) Miałam zrobić w weekend domowe spa ( nie wyszło) to chociaż taki relaks sobie zrobiłam ;)
Także działamy, nie poddajemy się. Trzymam za Ciebie kciuki. Powodzenia. Miłego wieczoru. Pozdrawiam :)
Piątek od samego rana pozytywny, spokojny. Jednym słowem dobry dzień, ale był moment, że było ciężko. Rano podrzuciłam młodą do szkoły, potem zakupy i do domku. Wciągnęłam śniadanie :) Potem chwila odpoczynku, przygotowanie obiadu... potem wpadł trening
40 minut ( gumy, ekspander i ciężarki) to był piękny trening. Tego mi brakowało :) Kalorie dziś także policzone
I posiłek: bułka z ogórkiem konserwowym, kaszanką
II posiłek: banan w biegu
III posiłek: kurczak w cieście chrupiącym z ryżem i surówką ( zjadłam połowę porcji) i kawka
Obiad miał być inny ;) ale będąc w mieście M stwierdził, że idziemy na obiad do chińskiej :) No i poszliśmy. Kiedyś potrafiłam zjeść całą porcję, a teraz ledwo połowę. Może to i lepiej, bo to danie jest obłędne :D
Tak... ale nie cały dzień było pieknie i kolorowo. Zanim dotarliśmy na obiad, byliśmy w mieście i strasznie bolała mnie głowa ( mówię z głodu, bo jednak banan był w locie) ale po zjedzeniu obiadu, nic się nie poprawiło... Okazało się, że to zatoki..... jak tylko przyjechaliśmy do domu, wzięłam tabletkę i ból jak ręką odjął, dosłownie.
Także reszta dnia już spokojna, bez bólu. Napaliłam w kominku, nałożyłam maskę na włosy, skrobię wpis... szperam w poszukiwaniu inspiracji kulinarnych ;) Aaa odnośnie czekolady dubajskiej ;) podaję mój przepis
Oczywiście czekoladę można dać jaką się chce. Ja akurat miałam kindera mikołaja :) więc go użyłam.
Zatem tak... najpierw roztopiłam część czekolady, rozlałam w foremce silikonowej ( tak aby wszystkie ścianki były lekko pokryte czekoladą i spód. Tak wypełnioną foremkę odstawiamy, do zastygnięcia. W tym czasie na patelnię daję masło, następnie pokrojone w cienkie paseczki ciasto filo ( lub jeśli masz ciasto kataifi) podsmażyć ( uważając, aby się nie spaliło. Przyrumienić, wrzucić do miski i dodać krem pistacjowy, wymieszać. Taką masę dać do foremki, na to kolejną porcję roztopionej czekolady. Ładnie wygładzić i siup do lodówki :) Smacznego :) Uwaga bo chrupie niesamowicie i wciąga :) Mi z tej porcji wyszło 6 czekoladek :)
Pamiętaj, aby się nie poddawać. Działaj. Przed Tobą weekend, nie szalej, ale też nie rób sobie wyrzutów, jak coś pójdzie nie tak. Jesteśmy tylko ludźmi. Każdy ma prawo mieć gorszą chwilę, to nic złego. Trzymam za Ciebie kciuki. Powodzenia. Pozdrawiam :*
Czwartek całkiem spokojny, ale w domku. Ja coś kiepsko z rana się czułam, młoda też została w domku. Rano szybko poszłam do dino, po małe zakupy. Zjadłam śniadanie, potem chwila odpoczynku, porządki i wpadł trening
Szczerze to strasznie mi się nie chciało, to raz, a dwa.... jakiś brak mocy. Ale mówię... nie, nie... bo to kolejny dzień bez treningu. Jak tak dalej pójdzie, to luty zawalę na własne życzenie. Pyk, pyk przebrałam się i złapałam za ciężarki i działa się magia hihihi. 30 minut zaliczone na początek ;) tego potrzebowałam. Kalorie policzone
I posiłek: bułka serowa, ser brie, ogórek, sokoliki
II posiłek: żurek z jajem
III posiłek: nektarynki, czekolada dubajska ( sama robiłam) kawka
Ser brie wpadł, bo dostałam od rodziców, a dawno nie jadłam ;) smakował nieziemsko :) Czekoladę dubajską zrobiłam i zjadłam z apetytem hihihihi polecam ;) Jeśli młoda nie zje wszystkich to, jutro też wpadnie ;) kawałek. Żurek był również pyszny, ale chyba nie mogę jeść z białą kiełbasą i polską... bo diabelsko mi się odbijało :( to nie było przyjemne.
Ogólnie dzień na plus. Jadłospis zaplanowany w całości. Na jutro też zaplanowałam jadłospis ( jest szansa, że wszystko zrealizuję)
Pamiętaj, aby się nie poddawać. Trzymam za Ciebie kciuki. Powodzenia. Miłego wieczoru. Pozdrawiam :)
Niewiele dziś zjadłam. Sałatka po powrocie do domu zapchała mnie na całego ( ciekawe czy rano zjem śniadanie ) Ale tak na poważnie. Rano odwiozłam młodą do szkoły, potem po mamę i na komisariat na inną wioskę. Mama zeznawała jakoś świadek ( została oszukana przez panią z PZU) Na początku policjant nie chciał mnie wpuścić, ale uparłam się, że to ja odkryłam, że owa pani jest oszustką, to ja w dokumentach mamie wszystko zaznaczyłam i chcę być przy przesłuchaniu. Poza tym mama jest starszą osobą i może nie pamiętać wszystkiego sprzed 3 lat. Dlatego uparłam się i mnie wpuścił. I dobrze zrobiłam, że dopięłam swego i mogłam wejść z mamą. Chwilami mama nie rozumiała co policjant do niej mówi. Więc ja tłumaczyłam na ludzki język. Czasami czegoś nie dosłyszała. Także dobrze, że z nią byłam. Trwało to półtorej godziny.... Jak wyszłyśmy , mama odetchnęła. Widziałam, że było jej ciężko i denerwowała się. Całe szczęście, że ma to za sobą już.
Po powrocie małe zakupy, odwiozłam mamę do domku, potem po młodą i też do domku. Obiad, chwilę poleżałam, napaliłam w kominku..... usiadłam do kompa w celu nadrobienia zaległości. Trening nadrobię, dziś nie chcę nic na siłę robić. Trening nie zając, nie ucieknie ;) A zdrowie i samopoczucie, owszem. Dlatego reset wskazany. Zresztą mam wrażenie, jakby mnie coś brało ( znowu) Już nawet pisałam znajomej, niech mnie weźmie porządnie a nie na raty :) bo to jest męczące. Ale ja dam radę, wiem to.
Także pamiętaj, aby się nie poddawać. Każdy ma gorszy dzień, to nic złego. Grunt, to się podnieść i iść dalej. Robić dalej swoje. Trzymam za Ciebie kciuki. Powodzenia. Pozdrawiam :)
Wczorajszy dzień był szalony, ale dzisiejszy nie był lepszy.... Też na wysokich obrotach. Późny wyjazd do miasta i późny powrót do domu. Samopoczucie hmmm nijakie. Być może jest to spowodowane jutrzejszą wizytą na komisariacie ( ale o tym napiszę coś jutro)
Treningu dziś nie będzie, nie czuję się na siłach, plus mam wrażenie jakby mnie coś brało. Jutro sobie odbiję. Kalorie policzone
I posiłek: nocna owsianka z malinami, kremem pistacjowym, białą czekoladą
II posiłek: skyr pitny
III posiłek: pizza z serem, szynką, sos ketchup-majonez i kawka
Mogło być gorzej, ale i lepiej ;) Nie ma tragedii ;) I i II posiłek zaplanowany, natomiast pizza niekoniecznie.... na ostatni posiłek miała być sałatka , no ale jak odebrałam młodą ze szkoły, stwierdziła, że niema na nią ochoty. Wjechałam do sklepu i wybrała pizzę. Nie oponowałam, bo ona bardzo nieliczne produkty je, tym bardziej, gdy na następny dzień ma iść do szkoły. Zjadłam do towarzystwa. To nic, kurczak zostanie na jutro ;) Nie zmarnuje się.
Także działamy dalej ;) u mnie dziś lekki spadek i to on dał mi kopa poniekąd... bo inaczej to byłby stracony dzień pod względem samopoczucia.
Trzymam za Ciebie kciuki. Powodzenia. Pozdrawiam :*
Poniedziałek , nowy tydzień, nowe szanse... Dzisiejszy dzień zapowiadał się spokojnie.... owszem taki jest, ale i w biegu ( a tego już nie planowałam)
U nas skończyły się ferie i mówię sobie, fajnie podrzucę młodą do szkoły, potem mamy kilka spraw do załatwienia.... nic bardziej mylnego :) Młoda rano kiepsko się czuła i została w domu. Na szczęście udało się wszystko załatwić. Udało się także zrobić trening
Rower 40 minut. Całkiem fajnie się kręciło. Woda ładnie weszła 1, 5 litra. Kalorie policzone, ale nie do końca zaplanowane menu.
Może i nie było w 100% zaplanowane, ale wykorzystałam, to co miałam w lodówce
I posiłek: chleb z serkiem śmietankowym, rzodkiewką
II posiłek: ziemniaki, rybka ( z wczoraj) surówka colesław
III posiłek: Monte, nektarynki, paluchy serowe i kawa
Resztki wyjedzone, nic się nie zmarnuje ;) Tak powinno być. Menu na jutro ułożone. Już nie mogę się doczekać, kiedy rano zjem pyszną owsiankę z malinami, ciastem filo, białą czekoladą ;) ajjjjjjj to będzie raj :)
Także pamiętaj, aby się nie poddawać. Działaj, walcz o lepszą siebie. Nawet jeśli idzie wolno, nie zniechęcaj się. Rób swoje. Trzymam za Ciebie kciuki. Dasz radę. Udanego nowego tygodnia. Powodzenia. Pozdrawiam :*