Ale miałam leniwą niedzielę. Organizm mi się zbuntował po tym ciężkim tygodniu i powiedział, że nie ma opcji, żeby robić coś mądrego. Trochę próbowałam sprzątać, trochę czytać, trochę spać, trochę oglądać serial, ale generalnie odpoczywałam. Nawet wieczorem z mężem po prostu obejrzeliśmy sobie film (bardzo nudny film Zanussiego "Liczba Doskonała", ale miał dużo matematycznych wątków, choć niektóre rzeczy były dziwne). Cóż, widocznie tego właśnie tego potrzebowałam. Ostatni tydzień był bardzo ciężki. Czułam to zwłaszcza wstając rano codziennie 😁. Gdybym nie obiecała sobie traktować się z wyrozumiałością i uwagą, to bym miała pretensje do siebie, że tak bardzo nic nie zrobiłam. Mogłam choć kurs maturalny na wtorek, choć uporządkować dane, które dostałam dzień wcześniej, choć zrobić te kroki, choć posprzątać kuchnię i łazienkę 🤪. To jest takie trudne dla mnie, żeby dać sobie pozwolenie na taki odpoczynek. Ale wiem, że jak zignoruję te sygnały, to potem będzie gorzej, a ten czas, który niby zmarnuję na odpoczynek po wielokroć mi się zwróci. Miłego dnia dziewczyny.
Śniadanie: Łosoś, twarożek, jajko z majonezem, warzywka
Lunch: Pinsa z serem i wędzonym kurczakiem, warzywka.
Obiadokolacja: Ryż, potrawka z kurczaka (jak byłam mała to bardzo nie lubiłam), surówka.
Przekąska: Serek homogenizowany naturalny z ekstraktem waniliowym i łyżeczką miodu, borówki, płatki migdałów.