W tym tygodniu zaliczyłam wszystkich możliwych specjalistów, a wszystko w celu poprawy jakości życia (to jeszcze możliwe?). Była też wizytka w domu rodzinnym (home sweet home, a raczej home crazy home – ale jakiś taki swojski). Dietę kontynuuję z małymi odstępstwami (lubię grzeszyć żywieniowo 🤫 - to za dużo czereśni z drzewa, to boróweczki amerykańskie między posiłkami, to śliwka nałęczowska w czekoladzie 😐). Nadal widzę jakiś postęp na wadze, więc nie ma dramatu. Ściągnęłam Fit Google i będę liczyć moje ,,kacze" kroki (zdecydowanie za mało się ruszam).
Ten tydzień:
Waga:
68.1 kg
Rowerek stacjonarny:
Humorek: przydżumienie na maksa (przez te upały?)
Papryki faszerowane (skłamałam i dodałam troszkę sera żółtego - 😁)