Niestety picie na czczo wody z octem jabłkowym nie wychodzi mi na zdrowie, bo żołądek potem piłuje jak diabli. Musze wrócić do sprawdzonych leków. W ogóle od rana dziś czuje się źle. Brzuch pobolewa i nawet po lekach od gastrologa nie chce przestać. Niby mocno nie boli, ale jak ćmi to też dyskomfort. To zapewne za sprawą odstawienia wszelkich służących mu suplementów. Odstawiłam probiotyki i inne medykamenty, żeby się przygotować do badania w kierunku Sibo. W poniedziałek pojadę po test i mam sobie go zrobić sama w domu, w dogodnym terminie. Chyba dam rade.
Nowy Rok za progiem… mąż kupił „szampana”, ze względu na mnie, bezalkoholowego i choć wolałabym spać, to doczekam do północy, jak co roku. Pies boi się strzelania, a że się ludziom nie przetłumaczy, to będzie szczekał i o spaniu można zapomnieć.
Nie robię planów na nowy rok, nigdy nie robiłam. Co będzie, to będzie, nawet planując, zawsze życie to zweryfikuje. Po co się rozczarowywać, czy mieć do siebie pretensje. Jednak na pewno chciałabym doprowadzić jelita do porządku i utrzymać wagę sporo poniżej 70kg. Wszystko będzie dobrze, o ile zdrowie dopisze.
A jaki był miniony? W sumie trochę nerwowy, ale wszystko się wyklarowało i szczęśliwie zakończyło. To był dobry rok, mimo moich ostatnich problemów zdrowotnych.
Dietowo, cały rok walczyłam z kilogramami i choć niewiele było do zgubienia, to się nie udało zejść do zakładanych 62kg. Ale było względnie blisko. Z 72 kg w styczniu, do najniższej 63,8 w czerwcu i potem znów lekko w górę do prawie 66, z którymi żegnam stary rok. Nie ma tragedii.
Szczęśliwego Nowego Roku…