Pierwszy raz od długiego czasu.
Wczoraj śmig na rowerze 25 km, dzisiaj 28 z samego rana, czyli po godzinie 9 (po lesie oczywiście, bo w tych trudnych wyjazdowo czasach, każdy weekend "pomiędzy Bugiem, a Narwią" spędzamy). Pędziłam szybko jak umiałam, szybciej nawet, a jak się zadyszałam w piachu, czy pod górkę, to tak jak zwykle, tak "zdrowo" = całą pojemnością płuc. Co za szczęście i ulga
. Szkoda tylko, że endomondo zniknie, bo tez niego to tak jakby się nie jeździło:)
![]()
Świetne sny o podróżach po Włoszech miałam, a nie horrory jak z Smentarza Zwieraków.
I moja Slipstravaganza powoli, bardzo powoli przyrasta, teraz na drutach jest już prawie 1000 oczek. Ale nic, a nic mi się nie spieszy, bo to sam proces robienia jest dla mnie naprawdę fascynujący.
![]()
I nowe jedzenie robiłam:
1. Kimchi_przepis z jadłonomii, nie smakował ani mnie, ani S. = wywaliłam
2. Ogórki małosolne_rewelacja, tylko trochę nie sezon, ale i tak nastawiam w garnku kamionkowym raz na tydzień i rabiemy, az uszy nam się trzęsą
3. Pęczatto z grzybami i drugie, z pieczoną dynią (też jadłononia) = świetne, wysmienite, będzie powtórka, za powtórką![(puchar) (puchar)]()