Dawno ich nie miałąm, teraz po spinningu czuję, że będzie jutro nieźle:)dałam się podpuścić instruktorowi jak małolata, jak zawsze zresztą. Średnie HR 170, masakra jakaś!!!
Czuję, że żyję!!!
Ostatnio dodane zdjęcia
Znajomi (15)
Ulubione
O mnie
Archiwum
Informacje o pamiętniku:
Odwiedzin: | 34044 |
Komentarzy: | 380 |
Założony: | 2 listopada 2011 |
Ostatni wpis: | 5 kwietnia 2014 |
Postępy w odchudzaniu
Dawno ich nie miałąm, teraz po spinningu czuję, że będzie jutro nieźle:)dałam się podpuścić instruktorowi jak małolata, jak zawsze zresztą. Średnie HR 170, masakra jakaś!!!
Czuję, że żyję!!!
Lekko obolała jestem, chyba jednak body był bardzo SHAPE. A ja mam dziś jeszcze masaże i spinning. Dietowo się mam dobrze, choć skubnęłam dziś kostkę czekolady i parę owocków. Przed @@@ trudno się powstrzymać, ale myślę, że wieczorem spalę to z nawiązką.
Z moją A. -kijkarą jestem ustawiona na niedzielę. Mamy zamiar zrobić dłuższą trasę, na Gubałówkę i z powrotem czyli jakieś 20km albo i lepiej. Sprawdzę na endomondo:)
P.S. Ta Gubałówka, to taka nasza, regionalna, bliżej z niej do morza niż Taterek:)
Małżonek zmotywowany lekko przeze mnie wybrał się na "piłkę". Już jęczy, że jutro z łóżka nie wstanie. A dobrze mu tak, niech ma, dlaczego tylko ja mam cierpieć. Body Shape jest niezły, hantle, gumy, coś czuję, że ramionka dostały w kość, a raczej w mięsień:)))
Dietowo ok. Daję radę:)I...idę spać:)
Dzieci sprzedane do babci, a my????zamiast z mężulkiem zasuwać do pokoju, przynajmniej przygotować go do malowania, to... plaża:)))tzn. on leży, ja jeszcze przy kompie, ale może by tak mała drzemka???
Pogoda do dupy chęci odbiera-grzmota i grzmota cały dzień na zmianę ze słoneczkiem. Głupio jakoś:(
Korci mnie, żeby paseczek poprawić, ale nie...twarda będę. Poczekam do poniedziałku, tak raz na tydzień powinno być dobrze. Co prawda na @ trafię, ale ...pomyślę o tym "jutro". Przed II śniadankiem zwykle mnie zasysa, całkiem zdrowe odczucie:)Do obiadku spokojnie wytrzymuję, później jeszcze jogurcik na podwieczorek i zupka na kolację, więc faktycznie nie można być głodnym. Trochę oczy chciałyby, ale nie słucham ich wcale.
Oczywiście wieczorkiem fitnesik, dam się zmęczyć:)
Dobra passa na razie mnie nie opuszcza. Pełna entuzjazmu szykuję żarełko na następny dzionek.A i przy okazji rodzince coś upichcę. Jeszcze mi się nie znudziło, ale już trochę boję się weekendu. Zawsze jest trudniej, więcej pokus...ale i więcej możliwości na spalanie:)he, he, tłuszczyku...tym razem to ja zamierzam wygrać
Przywiozłam dziś synusia z obozu sportowego. Biedaczyna, zmęczony, ale i chyba zadowolony...przecież z "florka" stał się "samurajem". Wow!!!Nawet nie sprzeciwiał się na przyszłoroczny obóz. Dumna mamusia:)
Kurczę, jest fajnie. Prawie 2 kiloski w dół. Oby w takim tempie choć dwa tygodnie szło:) Na aerobiku poćwiczyłam, zmęczyłam się nieco, tętno lekko się wyrównuje, staram się nie przekraczać 140/min.
Po południu mam w planie jeszcze do lasku śmignąć. Może zdążę przed masażami:)
Na śniadanko dziś jajo na "mientko", kromka chlebka i warzywka...no i kawusia...bez niej nie da rady:)
Grzecznie podwieczorkowo-jogurtowo. Zaraz jakieś zakupki i na fitnesik. Nudzi mi się trochę na sali, muszę poszukać jakiegoś odrywacza od zegara. Wciąż patrzę i sprawdzam "ile jeszcze". Odkąd zaczęłam chodzić na spinning jakoś nie lubię sali, ale trzeba trochę mięśnie rozćwiczyć. Dobrze mi to zrobi:)
Walczę dzielnie, nie jest źle, choć już mnie lekko zasysa. Staram się posiłki równo rozkładać, więc II śniadanko wypada za godzinkę:( Stanęłam znów na wagę...bez sensu po jednym dniu, ale o dziwo mały spadek motywuje. Trzeba cisnąć, bo na początku waga najszybciej zawsze spadała. Schody zaczynaja się nieco później.
Dziś w planach jeszcze fitnesik, więc troszkę się wypocę.
Najgorsze jest szykowanie sobie żarełka. Pudełka, pudełeczka...trochę tu, trochę tam, jeszcze rodzinie jakiś obiad...i 22ga na zegarze jak w "mordę strzelił". Może wytrwam choć parę tygodni.
Bieganie na razie zarzuciłam na rzecz nordiku. Dla mnie, "starszej pani" korzystniej jest chodzić. Jak dupsko zacznie być już dupcią to ruszę na małe przebieżki. Teraz póki co chodzę z koleżanką, która mnie troszkę motywuje i ...ćwiczyć w lesie każe:))))
Tak oto rozpoczął się dzień pierwszy.
Grzecznie, owsianeczka na I śniadanko. Kawka oczywiście też musiała być, bo jakże inaczej:) Po południu powinnam znaleźć jeszcze czas na "ruch", ale masuję do wieczora i nie wiem czy udas mi się gdzieś jeszcze wyrwać... się zobaczy:)
Na wagę stanęłam...lkjhncfuighwryfgeiuh....tyle mniej więcej miałam do powiedzenia, biorąc pod uwagę wczesną porę i śpiących domowników. Zapisałam też pomiary tk. tłuszczowej, wody i masy mięśniowej. wychodzi na to, że składam się ze 120% różnych sybstancji. Nieźle, co????