Idzie jak po grudzie. Gdzieś mi się zapodziała niegdysiejsza determinacja. Miałam liczyć kalorie, ale o ile do południa spisuje co jem, tak potem wpada to i tamto i dzień na minus. Znaczy wagowo stabilnie, bo waga powyżej 72 nie skacze, ale to dużo za dużo. Kurtka ledwo się dopina, ale i to mnie nie motywuje. Może by tak się polubić w tym rozmiarze i kupić większą kurtkę?
Na działce widać jesień, bo krzaki malin żółkną, mimo że owoców jeszcze multum. Nie wiem czy dojrzeją bo był już przymrozek. Szkoda ich. Śliwki osypuje z drzew przedłużonymi grabiami, ale już końcówka. Robię powidła, mrożę żeby były na kompot czy ciasto. Nastawiłam na nalewkę :)
Urosły mi dwa pierwsze jabłuszka na młodej jabłonce :) Nie pojem, ale cieszy. To odmiana gala, którą uwielbiam. Gruszkę musze wykopać, bo wiecznie rdza gruszy przez obecność sąsiedzkich iglaków. Musze poszukać odpornej gruszy i posadzę na wiosnę.
Tak bardzo chciałam mieć marcinki, ale coś nie chciały się przyjmować, aż tu niespodzianka. Nie za wiele w tym roku, ale na przyszły podrosną, i będzie pięknie.
Sporo roboty na działce w uprzątaniu tego wszystkiego i dziś trzy godzinki solidnej pracy. Zawsze jest co robić, bo chwastów nie brakuje i co z jednej strony się z nimi uporam, to z drugiej zdążą wyrosnąć, ech. Musiałabym cała działkę korą wysypać, bo tylko ona chwasty powstrzymuje. Może z czasem.