... Tak po prostu i to nie siłą, a sposobem 😁 Wystarczyło wprowadzić do diety banany, które jakiś czas temu odstawiłam. I to było to zarzewie. Za mało cukru w organizmie i się domagał. Teraz jest ok. Nie kusi mnie słodkie z barku. No może nie tak całkiem, bo pewnie zjadłabym, ale nie ma tej wszechogarniającej chcicy, co poprzednio. Od czasu poprzedniego wpisu słodkiego nie tknęłam i oby to trwało. Sprawdziło się zatem obiegowe, że słodkie za kimś chodzi, bo organizmowi czegoś brakuje. Jak ulga, dojść czego.
Waga spadła o kilogram, ale jakoś nie mam parcia na zmniejszanie porcji , więc pewnie 68kg zostanie ze mną na jakiś czas.
Dawno nie było wieści z działki😍 Owocki dojrzewają ślinka cieknie na myśl o zbiorach, choć te wczesne czereśnie opędzlują szpaki, jak w zeszłym roku. Pięć krzaczków truskawek wsadzonych niedawno, ma już owoce, moje są późniejsze i dopiero zawiązki owoców widać i to sporo. Nie znam odmiany. Zanosi się też na ładny zbiór poziomek, które dopiero kwitną
Funkie po przesadzeniu w donice pięknie odbiły i cieszą oko. Teraz nie straszne im ślimaki, a w zeszłym roku konkretnie je podjadły. Liliowce też niczego sobie, a mam ich od groma i ciut ciut:) będą kwitły aż do jesieni, bo są i późniejsze. Rojniki zakwitną chyba dopiero późnym latem, o ile dobrze pamiętam.