Robiłam dziś rodzince naleśniki. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym też nie chciała ich pojeść, bo uwielbiam. Zrobiłam więc taki myk. Pół na pół mąka pszenna z pełnoziarnistą, o ! :) Były z dżemem truskawkowym, ale takim bez cukrowym, więc chyba nie było tak źle pod względem kaloryczności.
Do tego smażone na oleju kokosowym, a to przecież samo zdrowie. Grunt to nie przesadzić z ilością, a jakość ma chyba drugorzędne znaczenie w tym wypadku. Na diecie oxy np. naleśniki miałam w rozpisce z samej pszennej mąki, więc można dietować ze zwykłymi produktami. Wszystko, byle z umiarem, prawda?. Czy go zachowałam? hmm, pojęcie względne. Bezwzględna za to będzie jutro waga z rana... Chociaż nie sądzę, żeby dwa naleśniki miały więcej niż 500kcal, a taki mam limit na obiad.
I muszę stwierdzić, że jestem najedzona i szczęśliwa :) zero wyrzutów sumienia, bo generalnie nie nagrzeszyłam przecież. Nie objadłam się, a najadłam tym co lubię i to w rozsądnej ilości.
Dla bezpieczeństwa, na kolacje zamiast codziennej kanapki, będą warzywa na patelnie, żeby nie przesadzić z węglowodanami.