Dziś kolejne eksperymenty w kuchni 😁. Kupiłam w aldiku fioletowe ziemniaki 😵. Zrobiłam z nich normalne puree. Strukturę mają taką bardziej piaszczystą niż zwykłe, ale w sumie są niezłe. Fitatu nie umie chyba policzyć ich kaloryczności, ale sprawdziłam, że jest z grubsza taka jak zwykłych. Ale podobno mają dużo bonusów zdrowotnościowych w postaci antyoksydantów między innymi. Z pieczoną karkóweczką komponowały się doskonale. Poza tym na śniadanie zapiekane z serem i pomidorami kiełbaski wiedeńskie, a oprócz tego pikantny krem z dyni (zamkniętej przez mamę w słoikach w sezonie) z białkowymi dodatkami. Jakoś mało kalorii wyszło. Policzyłam dopiero wieczorem i myślałam, że będzie milion przez tę karkówkę, a razem poniżej 1600.
Kroki zaliczone. Jogę zaraz zrobię na dobranoc w łóżku. Dobranoc:).