Piękny dziś widok dzieciaków odświętnie odzianych, rozgadanych jak zawsze. A potem na lody, na pizzę, na spacer! Piątkowy obiad bezmięsny ( kalafior, jajko sadzone, ziemniaki z koperkiem, maślanka) , spowodował wspominki z dzieciństwa. Oboje z mężem często bywaliśmy u rodziny na wsi, każde ma swoje smaki. Mąż wspomina krojone nożem mleko zsiadłe, podawane do ziemniaków młodych ze skwarkami z prawdziwej słoniny, jedzone to w sadzie przy ławie pod jabłonką. Ja pamiętam pyzy drożdżowe przygotowywane na parze, podawane z masłem wyciąganym z wiadra zanurzonego w głębokiej studni , oraz smak rosołu niedzielnego, ugotowanego na biegającej kurze. To wraca nieraz jakimś zapachem złapanym, a tkwiącym w pamięci. Ach, jakie to było smaczne!
Pogoda pod wieczór zmniejszyła grzanie, spadł lekki deszcz, podobno w nocy będzie mocno padać. To dobre dla moich roślin na działce, bo zostaną podlane w naturalny sposób. Dzwoniłam rano do ojca z życzeniami, wieczorem synek dzwonił do męża. Miłe to święto.