Dziś dzień relaksu, albowiem wieczorem kino, a potem coś jeszcze. Może wino w jakiejś fajnej knajpce, może wizyta na pokazach lotniczych, z udziałem mnóstwa burgerowni, grillowni, itp. Przed południem przeszliśmy się nad morze, a tam miasteczko zapachowe, aż ślinka leciała. Stoją wielkie ciężarówy pozamieniane na budy z burgerami, mnóstwo innych przybytków tego typu, będzie się działo! Nie przepadam za tego typu imprezami, ale na fajerwerki lubię patrzeć, jak dziecko. Oby tylko pogoda nie pokrzyżowała planów. A w przyszłym roku mamy zamiar wybrać się na festiwal Boogi- woogi do Człuchowa. Zabawa tam przednia, teren ładny , a muzykę zapewniają nie tylko Polacy. Te klimaty tez lubię. . Dziś zjadłam niewielką ilość chleba, odstawiam je na jakiś czas, aby obserwować organizm. Narazie żegnam się także ze słodyczami w ilościach nierozsądnych, zostawiam tylko dostęp do sezamek, czekolady gorzkiej, owoców, w ilościach rozsądnych. Na obiad pstrąg pieczony z ziołami + salsa pomidorowo- brzoskwiniowa.